Przemysław Sztuczkowski: hutnictwo ma przyszłość – pod warunkiem rozsądnej polityki

Przemysław Sztuczkowski - Cognor

Przemysław Sztuczkowski: hutnictwo ma przyszłość – pod warunkiem rozsądnej polityki

Polskie hutnictwo wciąż ma potencjał – pod warunkiem prowadzenia odpowiedzialnej polityki przemysłowej i energetycznej. O wyzwaniach dekarbonizacji, bezpieczeństwie surowcowym kraju i odporności przemysłu w niestabilnych czasach mówi Przemysław Sztuczkowski, prezes Grupy Cognor.

Wydarzenia | Cognor

Przemysław Sztuczkowski - Cognor

Rozmowa z Przemysławem Sztuczkowskim, prezesem Grupy Cognor

Panie Prezesie, mówi się o pięciu latach procesu inwestycyjnego, ale z tego, co wiem, to nie była tylko pięcioletnia historia. Ile naprawdę trwał ten projekt i czy jest Pan zadowolony z efektu?

Przemysław Sztuczkowski: Już w 2018 roku stwierdziliśmy, że dotychczasowa walcownia w Zawierciu, należąca do naszej grupy kapitałowej, jest już w stanie, który można określić mianem „śmierci technologicznej”. Zakład tracił moce przerobowe i zdolność do konkurowania. Mimo że rozważaliśmy różne scenariusze inwestycyjne, okazało się, że nawet przy dużych nakładach modernizacja nie zapewniłaby nam konkurencyjności.

Była to dla nas bardzo trudna, ale też przełomowa inwestycja. Dotychczas nasz rozwój opierał się głównie na akwizycjach – przejmowaliśmy zakłady, modernizowaliśmy je, prowadziliśmy restrukturyzacje. Owszem, budowaliśmy Złomrex od podstaw, ale w segmencie produkcyjnym to Siemianowice są pierwszym w pełni nowym, stworzonym przez nas zakładem. To prawdziwa perełka w grupie – coś, co powstało od zera.

Jaką rolę ten nowy zakład w Siemianowicach będzie pełnił w strukturze Grupy Cognor?

Absolutnie kluczową. To niemal pół miliona ton zdolności produkcyjnej w zakresie wyrobów wysoko marżowych, stosowanych w budownictwie i wielu innych sektorach. Mówimy o 189 profilowymiarach – bardzo uniwersalnym zakresie produkcji, który pozwala nam dostarczać stal do szerokiego spektrum branż: od konstrukcji stalowych, przez przemysł maszynowy i górniczy, aż po sektor obronny.

Jeśli rzeczywiście dojdzie do inwestycji w rozbudowę infrastruktury obronnej – jak mówi się o budowie schronów czy wzmocnieniu wschodniej flanki NATO – nasze produkty znajdą tam naturalne zastosowanie. Profile stalowe używane są przy budowie mostów, przepustów, umocnień czy elementów konstrukcyjnych, które będą niezbędne przy modernizacji infrastruktury obronnej.

Wiem, że większość produkcji kierujecie na eksport, ale mimo to inwestycja tej skali w obecnych warunkach rynkowych wydaje się bardzo odważnym krokiem.

To prawda, ale to nie była kwestia odwagi, tylko konieczności. Walcownia, którą mieliśmy, była w stanie technologicznej śmierci. Nie mieliśmy innej drogi. Nie wymyśliliśmy sobie nowej produkcji – my ją po prostu kontynuujemy, tylko w znacznie większej skali.

Walcownia w Zawierciu wytwarzała około jednej trzeciej tego, co dziś produkują Siemianowice. Tamtejszy zakład był jednym z najstarszych w Polsce – produkowano w nim m.in. płaskowniki i okrągłe pręty ze specjalnych gatunków stali. Siemianowice są więc naturalną kontynuacją tej tradycji, a nie zupełnie nowym projektem.

Rzeczywiście, rynek hutniczy jest trudny – zawsze był i zawsze będzie. To przemysł cykliczny, powiązany z koniunkturą gospodarczą. Od 35 lat, odkąd działamy, obserwujemy te cykle: pięć lat dobrej koniunktury, potem dwa–trzy lata gorsze, i tak w kółko. Przeszliśmy już pięć czy sześć poważnych kryzysów.

Eksperci od lat mówią o dekarbonizacji przemysłu i tzw. zielonej stali. Jak Grupa Cognor podchodzi do tego tematu? Wiem, że macie plan osiągnięcia samowystarczalności energetycznej do 2030 roku.

Tak, pracujemy nad tym, ale trzeba jasno powiedzieć: polityka Zielonego Ładu w obecnej formie stoi w sprzeczności z realiami naszej branży. My nie jesteśmy przeciwni zazielenieniu produkcji – wręcz przeciwnie. Wdrażamy projekty OZE, analizujemy technologie, dążymy do zmniejszenia emisji. Ale zrobienie tego w hutnictwie to proces niezwykle złożony.

Hutnictwo to przemysł ekstremalnie energochłonny. Dla zobrazowania: nasz transformator w Gliwicach zużywa tyle prądu, co całe miasto Gliwice. Gdy odpalamy piec w Łabędach, zużywamy energię odpowiadającą zapotrzebowaniu 200-tysięcznego miasta. CMC w Zawierciu, z jeszcze większym piecem, zużywa tyle, co Kraków. To są skale, które trudno sobie wyobrazić.

Dlatego przejście wyłącznie na odnawialne źródła energii nie jest możliwe. Aby zaspokoić nasze potrzeby, potrzebowalibyśmy około 120 MW mocy – czyli farm fotowoltaicznych na obszarze ponad 200 hektarów. I nawet wtedy bylibyśmy jedynie „na zero”. Dla nas kluczowe jest stabilne źródło energii, a nie uzależnienie od tego, czy akurat wieje wiatr lub świeci słońce.

Oczywiście wiatraki i panele fotowoltaiczne są potrzebne, ale ich efektywność wymaga magazynów energii. Dla huty nasz rozmiar oznaczałby magazyn wielkości połowy stadionu piłkarskiego. Żaden bank tego dziś nie sfinansuje, bo taka inwestycja nie zwraca się nawet w perspektywie dziesięciu lat. Dlatego jeśli mówimy o „zielonym hutnictwie”, to państwo musi w tym procesie uczestniczyć – instytucje publiczne powinny finansować lub subwencjonować budowę magazynów energii. Tylko wtedy przemysł energochłonny, taki jak nasz, może realnie korzystać z OZE w sposób stabilny i efektywny.

Panie Prezesie, zakończyliście ogromny cykl inwestycji. Co dalej? Jaka jest długofalowa strategia Grupy Cognor?

Ostatnie lata były bardzo trudne: pandemia, wojna, zawirowania na rynkach surowców. Przyleciało do nas – jak ja to mówię – nie jeden czarny łabędź, tylko całe stado. Żyjemy w czasach nieprzewidywalnych. Kiedyś powiedziano, że „obyś żył w ciekawych czasach” – i dziś to chińskie przysłowie się spełnia. Każdego dnia można obudzić się w innej rzeczywistości. Ale wierzę, że każda recesja prowadzi do odbicia. Po okresie zwolnień przychodzą zatrudnienia, po spadkach – wzrosty.

Rzeczywiście, w ciągu ostatnich lat zakończyliśmy największy w historii program inwestycyjny – ponad półtora miliarda złotych. Obejmował on nie tylko budowę walcowni w Siemianowicach, ale także wymianę pieca w Gliwicach i modernizacje w trzech zakładach równocześnie – w Krakowie, Siemianowicach i Stalowej Woli.

Teraz przyszedł czas na to, co w biznesie nazywa się „monetyzacją inwestycji” – czyli na to, by te przedsięwzięcia zaczęły realnie zarabiać. Muszą same się spłacić, bo nikt nam nie dołoży ani złotówki. Mamy mocne fundamenty – dziś jesteśmy jednym z największych producentów stali w Polsce, w kraju, który niestety stał się jednym z największych importerów tego surowca w Europie.

Polska zużywa około 13 milionów ton stali rocznie, a produkuje zaledwie 7 milionów. To oznacza, że importujemy 6–7 milionów ton – i ta luka z roku na rok się powiększa. To niebezpieczne, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa strategicznego państwa. Trzeba o tym głośno mówić, bo stal jest podstawą każdego rozwoju – i w czasie pokoju, i w czasie kryzysu. Nieprzypadkowo przypominam, że cała idea integracji europejskiej zaczęła się od Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Wtedy chodziło właśnie o bezpieczeństwo surowcowe i przemysłowe. To była decyzja gospodarcza, nie polityczna. Dziś powinniśmy wrócić do tej refleksji.

Kilka dni temu ogłosiliście nową emisję akcji. Z czym są związane te środki?

Z dwoma konkretnymi inwestycjami, które można nazwać dopełnieniem całego cyklu modernizacyjnego w Grupie Cognor. Pierwsza to projekt związany z sektorem obronnym – chodzi o poprawę czystości metalurgicznej stali.

Jesteśmy po rozmowach z firmą Rheinmetall – jednym z największych europejskich producentów amunicji. Ich wymagania jakościowe są bardzo wysokie, m.in. w zakresie czystości metalurgicznej. Aby móc zostać ich dostawcą, musimy spełnić te parametry, dlatego planujemy modernizację walcowni – wymianę klatek walcowniczych i instalację elektromagnetycznych mieszadeł, które podnoszą jednorodność i czystość stali.

Druga inwestycja dotyczy zwiększenia samowystarczalności huty w Gliwicach. Maszyna do ciągłego odlewania stali jest trzyżyłowa, ale od lat technologicznie przystosowana do czterech żył odlewniczych. Chcemy więc dołożyć czwartą linię COS (ciągłego odlewania stali) i wdrożyć najnowszą technologię tzw. ciągłego podawania złomu.

Dzięki tej modernizacji zdolność produkcyjna Gliwic wzrośnie z około 550–600 tys. ton do 830 tys. ton rocznie. Tym samym staniemy się samowystarczalni – będziemy w stanie pokrywać zapotrzebowanie naszych walcowni w Krakowie i Siemianowicach bez potrzeby zakupu wsadu z zewnątrz. Co istotne – nie musimy niczego budować od zera. Huta została zaprojektowana tak, by kiedyś można było dołożyć czwartą żyłę. Wystarczy ją teraz aktywować i zainstalować nowoczesny system podawania złomu. To ogromna przewaga.

Czy zatem hutnictwo w Polsce ma jeszcze przyszłość?

Oczywiście, że ma – ale pod pewnymi warunkami. Po pierwsze, musi być chroniony rynek. Po drugie, potrzebne jest odejście od zbyt restrykcyjnej polityki Zielonego Ładu. Jeśli Europa nie wyrówna zasad konkurencji z resztą świata, to przegramy. Bo dziś europejski producent musi przestrzegać regulacji, których nie stosują Chińczycy, Hindusi czy Amerykanie.

Jestem umiarkowanym optymistą. Myślę, że przyszły rok będzie początkiem odbicia. Lata 2027–2028 zapowiadają się bardzo dobrze – oczywiście pod warunkiem, że nie przyleci znowu jakiś „czarny łabędź”.

A jeśli chodzi o nas – czy Cognor jest odporny na takie „łabędzie”? Powiedziałbym, że jako Cognor jesteśmy elastyczni, ale w ramach realiów naszej branży. Hutnictwo nie jest sektorem, który można błyskawicznie dostosować do zmian – to nie jest startup. Ale przez 35 lat działalności nauczyliśmy się reagować. Największym kapitałem Cognoru jest dziś kadra – ludzie, którzy przeszli przez kilka kryzysów i wciąż są z nami. Dobrych menedżerów poznaje się nie w dobrych czasach, tylko w trudnych: kiedy trzeba podejmować szybkie decyzje, zachować zimną krew, znaleźć sposób, by przetrwać. I to właśnie daje mi przekonanie, że przetrwamy każdy kolejny kryzys.

Rozmawiała Barbara Sadkowska

Udostępnij artykuł:

Artykuły z kategorii

Scroll to Top
Przewiń do góry