Rozmowa z dr Janem Sarną, Dyrektorem Fundacji Rozwoju Kardiochirugii (FRK)
Od sztucznych komór wspomagania serca po robota kardiochirurgicznego Robin Heart – historia Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii to opowieść o wizji, determinacji i współpracy między nauką a medycyną. O najważniejszych kamieniach milowych w działalności Fundacji, dziedzictwie prof. Zbigniewa Religi oraz o tym, jak dziś wygląda transfer technologii do sektora klinicznego, opowiada dr Jan Sarna, Dyrektor Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii.

Oktawia Janowska: Jakie były najważniejsze kamienie milowe w historii fundacji, które ukształtowały jej dzisiejszą pozycję?
Jan Sarna: Fundacja Rozwoju Kardiochirurgii (FRK) od początku była miejscem wyjątkowym – pierwszym i przez długi czas jedynym w Polsce, gdzie inżynierowie, biolodzy i fizycy mogli spotkać się z lekarzami, by wspólnie pracować nad projektami medycznymi. Dziś taka współpraca wydaje się oczywista, ale 30 lat temu była czymś zupełnie nowym.
Pierwszym kamieniem milowym FRK było opracowanie sztucznych komór wspomagania serca. W 1995 roku zostały one wszczepione pierwszemu pacjentowi, panu Silskiemu z okolic Piły. Był to przełomowy moment, bo jako pierwsze takie rozwiązanie w Polsce zapoczątkował całą sekwencję niezwykłych wydarzeń.
Prof. Zbigniew Religa, inicjator tego projektu, skontaktował się wtedy z prof. Adrianem Kantrowitzem – amerykańskim kardiochirurgiem, u którego wcześniej pracował. Zaproponował mu udział w spotkaniu poświęconym rozwojowi sztucznego serca, organizowanym przez naszą fundację. Zafascynowany naszymi osiągnięciami Kantrowitz, zaprosił do udziału również prof. Williama DeVriesa, twórcę amerykańskiego sztucznego serca, a ten kolejnych specjalistów. W ten sposób udało się zebrać w jednym miejscu wszystkich ówczesnych pionierów tej dziedziny. Było ich ośmiu, ale można powiedzieć, że wtedy był to cały świat sztucznego serca. Takiego wydarzenia wcześniej nie było i prawdopodobnie już nie będzie.
Drugim ważnym kamieniem milowym było stworzenie prototypu robota kardiochirurgicznego Robin Heart. Przeszedł on pełne badania eksperymentalne w Centrum Medycyny Doświadczalnej w Ligocie, gdzie odbyły się pierwsze operacje z jego wykorzystaniem. Przeprowadzili je prof. Marian Zembala, prof. Andrzej Cichoń i dr Michał Zembala – wybitni specjaliści w swojej dziedzinie. Pamiętam, że podczas tych zabiegów konstruktor robota, dr Zbigniew Nawrat, na bieżąco informował telefonicznie prof. Religę o przebiegu operacji. Był on już wtedy ciężko chory, ale do końca interesował się projektem.
Niezależnie od tych osiągnięć naukowych i technologicznych, ważnym kamieniem milowym było również zorganizowanie pierwszego koncertu „Serce za serce”.
To wydarzenie wtedy naprawdę zelektryzowało całą Polskę. Dziś takie koncerty są czymś naturalnym, ale w tamtym czasie miały rangę niemal historyczną. To była ogromna mobilizacja środowiska, wielkie zainteresowanie mediów i społeczeństwa. Pamiętam, że organizator żartował wtedy, że nawet Edward Gierek nie zdołał zgromadzić tak znakomitego towarzystwa, jakie przyszło na koncert Fundacji. Dziś te emocje trudno już sobie wyobrazić – wiele rzeczy spowszedniało, ale wtedy było to naprawdę wyjątkowe wydarzenie.
Od tamtej pory koncerty „Serce za serce” odbywają się regularnie – z przerwą tylko w roku pandemii COVID-19. Organizujemy je, by podziękować wszystkim, którzy wspierają naszą działalność. Przez wiele lat koncerty miały charakter klasyczny – dominowała opera, operetka, musical. Dziś staramy się dostosować do młodszej publiczności, dlatego pojawiają się artyści tacy jak Michał Wiśniewski czy Feel. Najważniejsze, że idea wdzięczności i spotkania z naszymi przyjaciółmi pozostaje niezmienna.

Jednym z filarów FRK jest transfer wiedzy i technologii do sektora klinicznego. Jak przebiega współpraca z ośrodkami naukowymi i przemysłem medycznym w zakresie nowych technologii?
Nie ograniczamy się tylko do programów badawczych. Jako FRK też działalność usługową. Współpracujemy z partnerami z Polski i zagranicy. Przykładowo, dla producenta francuskiego sztucznego serca wytwarzaliśmy elementy, takie jak membrany i worki. Dzięki temu nie tylko mogliśmy zarobić, ale też uzyskać wgląd w ich technologię, co było dla nas bardzo cenne.
Współpracowaliśmy też z prof. El Fray nad biozgodnym poliuretanem o świetnych parametrach, który mógł mieć zastosowanie przemysłowe, lecz zbyt małe zapotrzebowanie uniemożliwiło produkcję na dużą skalę. Na świecie działają tylko dwie firmy wytwarzające poliuretany tej klasy, więc musimy je od nich kupować. To pokazuje, że pozornie proste rozwiązania bywają w praktyce bardzo złożone.
Z kolei inna firma zleciła nam badania nad klejem o właściwościach wspomagających leczenie żylaków – projekt wymaga jeszcze dopracowania, ale to przykład kolejnego pola współpracy. Pracujemy też nad nowym typem zastawki serca – na razie to etap koncepcyjny, ale obiecujący. Nie zatrzymujemy się, ciągle podejmujemy nowe inicjatywy.
Rozmawiała Oktawia Janowska.







