Jubileuszowa edycja InterNanoPoland pokazała, że rozwój nanotechnologii wymaga nie tylko przełomowych odkryć, ale także wiarygodnych pomiarów, bezpieczeństwa, finansowania i współpracy nauki z biznesem. W Katowicach eksperci rozmawiali o tym, jak skutecznie przenosić innowacje z laboratoriów na rynek.
Biznes | Zwyrtek Group | Teresa Sermak

Nanotechnologia dawno przestała być opowieścią o odległej przyszłości. Dziś ukrywa się w bateriach, materiałach opakowaniowych, lekach, powłokach i procesach produkcyjnych. Jubileuszowa, dziesiąta edycja InterNanoPoland pokazała jednak, że o sukcesie innowacji nie decyduje już samo odkrycie. Równie ważne są wiarygodny pomiar, bezpieczeństwo, prawo, finansowanie i język, którym nauka potrafi rozmawiać z rynkiem.
InterNanoPoland od dziesięciu edycji tworzy w Katowicach miejsce spotkania nauki i biznesu. Tegoroczna, jubileuszowa odsłona konferencji odbyła się w dniach 14–15 października 2026 roku i zgromadziła badaczy, przedsiębiorców, przedstawicieli instytucji publicznych oraz ekspertów od wdrożeń. Dwa dni wystąpień, warsztatów, sesji posterowej i rozmów kuluarowych ułożyły się w opowieść nie tyle o pojedynczych wynalazkach, ile o całym ekosystemie, bez którego nawet znakomity pomysł może pozostać w laboratorium.
Mała skala, duże znaczenie
Przedrostek „nano” odnosi się do wymiarów liczonych w miliardowych częściach metra. Nie oznacza to jednak marginalnego znaczenia. W tej skali materiał może zyskiwać właściwości, których nie ma jego odpowiednik w większej postaci: inną przewodność, reaktywność, wytrzymałość, zdolność wiązania określonych substancji czy oddziaływania z komórkami. To właśnie dlatego nanotechnologia pojawia się dziś w energetyce, medycynie, elektronice, ochronie środowiska, chemii i produkcji opakowań.
Program konferencji dobrze pokazywał tę rozpiętość. Obok materiałów zdolnych do wychwytywania metali pojawił się temat szybko ładujących się elektrod do baterii sodowo-jonowych. Obok grafenu, złożone nanodyspersje, których stabilność decyduje o jakości produktu. Z kolei w części medycznej mówiono o nanocząstkach tlenku żelaza w precyzyjnym dostarczaniu peptydów, biodruku tkanek, nanowłóknach oraz rozwiązaniach wykorzystujących wirusy w rozwoju nowych terapii. Wspólnym mianownikiem nie był konkretny sektor, lecz możliwość projektowania właściwości materiału z dokładnością, która jeszcze niedawno była poza zasięgiem przemysłu.
Bez pomiaru nie ma zaufania
Konferencję otworzył wykład dr Doroty Bartczak z brytyjskiego National Measurement Laboratory at LGC poświęcony wiarygodnej charakterystyce nanomateriałów. To temat pozornie techniczny, lecz z biznesowego punktu widzenia fundamentalny. Przedsiębiorstwo nie kupuje obietnicy. Potrzebuje materiału o powtarzalnych parametrach, opisanych metodą, którą można porównać między laboratoriami, partiami produkcyjnymi i krajami.
Ten wątek kontynuował prof. Andrew Pollard z National Physical Laboratory, posługując się przykładem grafenu. Historia tego materiału dobrze pokazuje napięcie między entuzjazmem a standaryzacją. Sama nazwa nie wystarcza, bo produkty określane jako grafenowe mogą różnić się liczbą warstw, czystością, rozmiarem płatków i właściwościami. Dla przemysłu te różnice nie są akademickim szczegółem, one wpływają na działanie wyrobu, jego cenę, bezpieczeństwo oraz możliwość dochodzenia odpowiedzialności. Metrologia, walidacja i standardy nie spowalniają więc innowacji. Przeciwnie: zamieniają ją w coś, czemu można zaufać i co da się skalować.
Projektowanie odpowiedzialności
Jednym z najmocniejszych bloków pierwszego dnia był „Safe and Sustainable by Design”. To podejście zakłada, że bezpieczeństwo i wpływ środowiskowy uwzględnia się już na etapie projektowania substancji lub materiału, a nie dopiero wtedy, gdy produkt jest gotowy. Prof. Tomasz Puzyn z QSARlab pokazał, jak sztuczna inteligencja może wspierać taką ocenę. Dr Damian Kiełkiewicz z Łukasiewicz–ICSO mówił o kompozytach projektowanych z myślą o drugim życiu, a prof. Dorota Wilk-Kołodziejczyk z AGH, o wykorzystaniu AI do przewidywania właściwości wyrobów odlewniczych.
W tym kontekście przedstawiłam perspektywę PPWR, czyli unijnego rozporządzenia dotyczącego opakowań i odpadów opakowaniowych. Choć przepisy odnoszą się do opakowania jako produktu, ich skutki sięgają znacznie głębiej, do laboratoriów i firm opracowujących powłoki barierowe, dodatki funkcjonalne, kleje, pigmenty czy kompozyty. Materiał może znakomicie chronić żywność albo wydłużać trwałość produktu, a jednocześnie utrudniać recykling całego opakowania. Innowacja materiałowa musi więc od początku uwzględniać nie tylko funkcję, lecz także przyszły strumień odpadu, możliwość separacji oraz wymagania dokumentacyjne.
Pytania i komentarze publiczności, w dużej mierze naukowców, dały mi dużo do myślenia. Przepisy są nie tylko skomplikowane. Niektóre wymagania okazują się bardzo trudne do przełożenia na codzienną pracę badawczą, zwłaszcza gdy metody oceny dopiero powstają, a technologia rozwija się szybciej niż praktyka regulacyjna. To nie jest argument przeciw regulacjom. To argument za tym, by prawnik, technolog, producent i recykler spotykali się możliwie wcześnie. Koszt takiej rozmowy jest znacznie niższy niż koszt przeprojektowania gotowego produktu.

Medycyna między obietnicą a odpowiedzialnością
Drugi dzień skierował uwagę ku nanomedycynie, biotechnologii i materiałom inspirowanym naturą. Prezentowane rozwiązania, od nośników leków i nanowłókien po biodruk, pokazywały, jak bardzo zaciera się granica między inżynierią materiałową a biologią. Szczególnie ciekawie wybrzmiał temat dostępnej, modułowej platformy do biodruku rozwijanej przez BioCloner Health: od nanomateriałów do żywych konstrukcji. To dobry przykład technologii, która ma sens dopiero wtedy, gdy innowacyjność aparatury idzie w parze z jej dostępnością dla zespołów badawczych.
W medycynie droga od wyniku laboratoryjnego do zastosowania jest wyjątkowo wymagająca. Potrzebne są dane dotyczące bezpieczeństwa, powtarzalność procesu, skalowanie, kontrola jakości i walidacja kliniczna. Właśnie dlatego ważne było wystąpienie prof. Małgorzaty Kujawskiej poświęcone bezpieczeństwu i translacji nanomedycyny. Najbardziej efektowny wynik nie zastąpi dowodów potrzebnych pacjentowi, lekarzowi, regulatorowi i inwestorowi.
Technologia, której można dotknąć
Wydarzenia technologiczne najlepiej działają wtedy, gdy rozmowę ze sceny można natychmiast skonfrontować z praktyką. Tak było w strefie firm i podczas warsztatów. Anton Paar przeprowadził zajęcia dotyczące analizy wielkości cząstek i reologii, od przygotowania próbki po interpretację wyniku. NGLab prezentował rozwiązania LUM, w tym aparat LUMiSizer do przyspieszonej oceny stabilności dyspersji i przewidywania trwałości produktów. HOGER pokazywał komory rękawicowe, które pozwalają prowadzić procesy w kontrolowanej atmosferze, niezbędnej między innymi przy pracy z materiałami wrażliwymi na tlen lub wilgoć. W programie znalazła się również prezentacja firmy Mettler-Toledo, producenta aparatury precyzyjnego pomiaru dla laboratoriów i przemysłu.
Te rozwiązania nie muszą wyglądać tak widowiskowo jak model organu z biodrukarki czy nowy materiał do baterii. Są jednak infrastrukturą innowacji. Bez odpowiedniego środowiska pracy, wiarygodnego ważenia, analizy rozkładu wielkości cząstek, reologii i stabilności dyspersji trudno powtórzyć eksperyment, przenieść go do większej skali i utrzymać jakość. W praktyce to właśnie na takich etapach często rozstrzyga się, czy wynalazek stanie się produktem.
Od laboratorium do rynku
Osobny blok poświęcono europejskim programom badań i innowacji w obszarze zaawansowanych materiałów. Rozmawiano między innymi o partnerstwie IAM4EU, perspektywie programu Horyzont Europa oraz instrumentach wsparcia oferowanych przez NCBR. To ważny wymiar całej dyskusji: rozwój deep-techu jest kapitałochłonny, długotrwały i obciążony większym ryzykiem niż tworzenie kolejnej aplikacji cyfrowej. Finansowanie publiczne może pomóc przejść przez etap, na którym technologia jest już zbyt dojrzała na czystą naukę, ale jeszcze zbyt wczesna dla tradycyjnego inwestora.
Pieniądze nie rozwiązują jednak wszystkiego. Potrzebne są ochrona własności intelektualnej, partner przemysłowy, zdolność do skalowania, zgodność ze standardami i rozumienie potrzeby klienta. Sesja posterowa przypominała, jak duży zasób pomysłów powstaje w zespołach badawczych. Wyzwanie polega na tym, aby wokół najlepszych z nich zbudować nie tylko projekt naukowy, lecz także wiarygodną ścieżkę wdrożenia.

Marka naukowca nie jest dodatkiem
Ten temat wrócił podczas panelu „From Lab to Market – How to Build the Brand of Scientists, Innovations, and Technologies?”, w którym uczestniczyłam razem z Hubertem Adamczykiem z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Łukaszem Żółciakiem z Urzędu Miasta Katowice. Rozmowa o marce naukowca nie dotyczyła autopromocji. Dotyczyła zaufania: umiejętności jasnego wyjaśnienia, jaki problem rozwiązuje technologia, na jakich dowodach się opiera i dla kogo może mieć wartość.
W deep-techu komunikacja nie może upraszczać nauki do efektownego hasła. Powinna jednak porządkować złożoność. Inwestor potrzebuje innego poziomu szczegółu niż recenzent naukowy, samorząd patrzy na wpływ gospodarczy i społeczny, a przedsiębiorstwo pyta o koszt, ryzyko i możliwość integracji z istniejącym procesem. Silna marka badacza lub technologii powstaje wtedy, gdy te różne grupy otrzymują spójny, rzetelny przekaz. To część komercjalizacji, a nie ozdobnik dodawany po zakończeniu badań.
Najmniejsze struktury wymagają największej współpracy
Jubileuszowa edycja InterNanoPoland pokazała dojrzałość środowiska, które coraz rzadziej pyta wyłącznie „czy to działa?”, a coraz częściej także: „czy da się to bezpiecznie wyprodukować, zmierzyć, sfinansować, wyjaśnić i wprowadzić na rynek?”. To dobry znak. Nanotechnologia nie potrzebuje dziś kolejnej warstwy futurystycznych obietnic. Potrzebuje mostów między dyscyplinami oraz ludzi gotowych rozmawiać ponad granicami swoich specjalizacji.
Katowice są dla takiej rozmowy miejscem symbolicznym. Region zbudowany na tradycyjnym przemyśle szuka dziś przewag w nowych materiałach, energetyce, medycynie i gospodarce obiegu zamkniętego. Po dwóch dniach konferencji zostało mi przekonanie, że przyszłość nie powstaje wyłącznie w spektakularnym momencie odkrycia. Częściej rodzi się pomiędzy wykładem a pytaniem z sali, przy stanowisku z aparaturą albo podczas wieczornego networkingu, kiedy naukowiec, przedsiębiorca i prawnik zaczynają opisywać ten sam problem wspólnym językiem.





