Wielkie odchudzanie naszych koszyków. Jak unijna rewolucja PPWR ostatecznie odeśle plastik-widmo do lamusa

Podział: ekologia kontra jednorazówki

Wielkie odchudzanie naszych koszyków. Jak unijna rewolucja PPWR ostatecznie odeśle plastik-widmo do lamusa

Wyobraź sobie taką scenę. Zamawiasz w sieci mały pendrive, a kurier kilka dni później wręcza Ci pudło wielkości mikrofalówki. W środku, pod metrami plastikowej folii bąbelkowej i tekturowych ścinek, kryje się maleńkie plastikowe puzderko z Twoim zamówieniem. Albo inny obrazek: meldujesz się w hotelu, a w łazience wita Cię rządek uroczych, plastikowych buteleczek z szamponem i żelem pod prysznic, z których każda ma pojemność zaledwie trzydziestu mililitrów. Na koniec idziesz do osiedlowego dyskontu i kupujesz trzy jabłka, które ułożone na styropianowej tacce i owinięte grubą folią stretch udają produkt luksusowy. Wszystkie te obrazki, choć tak dobrze nam znane i głęboko zakorzenione w codzienności, już wkrótce staną się jedynie wspomnieniem dawnej, marnotrawnej epoki. Nadchodzi bowiem moment, w którym Unia Europejska mówi dość i wprowadza w życie jedno z najbardziej rewolucyjnych narzędzi ochrony środowiska w historii, czyli rozporządzenie w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych, szerzej znane jako PPWR.

Podział: ekologia kontra jednorazówki

Wydarzenia | Teresa Sermak | Zwyrtek Group

To nie jest zwykła kosmetyczna zmiana przepisów. To całkowita rekonfiguracja tego, jak projektujemy, kupujemy, transportujemy i wyrzucamy opakowania. Choć ten potężny unijny dokument wszedł w życie na początku zeszłego roku, to właśnie teraz, dwunastego sierpnia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku, kończy się osiemnastomiesięczny okres przejściowy. Oznacza to, że od tego dnia zaczyna obowiązywać większość przełomowych zakazów i nakazów, które zmienią nasze życie na lepsze, a biznes zmuszą do wejścia na zupełnie nowe tory. Cel tych zmian jest prosty, choć niezwykle ambitny: do dwa tysiące trzydziestego roku mamy ograniczyć masę generowanych odpadów o pięć procent, do dwa tysiące trzydziestego piątego o dziesięć procent, a do dwa tysiące czterdziestego roku aż o piętnaście procent w stosunku do roku bazowego. Zmiana ta uderzy bezpośrednio w naszą wygodę, ale w zamian da nam czystsze środowisko i zdrowsze życie.

Wojna z powietrzem w kartonach, czyli e-commerce na ścisłej diecie

Zacznijmy od rewolucji, którą najszybciej odczujemy we własnych domach, zwłaszcza jeśli jesteśmy miłośnikami zakupów przez internet. Unijny prawodawca postanowił wydać bezwzględną wojnę tak zwanemu pakowaniu powietrza.

Zgodnie z nowymi przepisami, od pierwszego stycznia dwa tysiące trzydziestego roku maksymalny współczynnik pustej przestrzeni w opakowaniach transportowych, zbiorczych oraz wysyłkowych w handlu elektronicznym będzie mógł wynosić maksymalnie pięćdziesiąt procent.

Co to oznacza w praktyce? Jeśli firma wysyłkowa zapakuje Twój produkt w zbyt duże pudło, a wolne miejsce zasypie plastikowymi poduszkami powietrznymi czy styropianem, złamie prawo. Unijna formuła jasno definiuje wszelkie wypełniacze jako pustą przestrzeń, której nie wolno sztucznie generować.

Dla sklepów internetowych to prawdziwe trzęsienie ziemi. Zamiast kupować trzy uniwersalne rozmiary kartonów na wszystko, logistycy będą musieli precyzyjnie dopasowywać opakowanie do gabarytów wysyłanego towaru. Zyskamy na tym wszyscy. Kurierzy będą przewozić w swoich samochodach realne produkty, a nie powietrze, co drastycznie ograniczy liczbę kursów i emisję spalin. Z kolei nasze domowe śmietniki przestaną błyskawicznie zapełniać się gigantycznymi kartonami, które przed wyrzuceniem trzeba mozolnie rwać na mniejsze kawałki.

Żegnajcie wieczne chemikalia w jedzeniu i hotelowe miniatury

Kolejny krok to cios w substancje, które powoli i po cichu zatruwały nasze organizmy. Od dwunastego sierpnia dwa tysiące dwudziestego szkstego roku wchodzi w życie bezwzględny zakaz stosowania tak zwanych wiecznych chemikaliów, czyli związków per- i polifluoroalkilowych, znanych jako PFAS, w opakowaniach mających bezpośredni kontakt z żywnością. Te ekstremalnie odporne na degradację związki były dotychczas masowo wykorzystywane do tego, by papierowe pudełka na pizzę, torby na frytki czy papierowe torebki na fast food nie nasiąkały tłuszczem i wodą. Od teraz producentów obowiązują rygorystyczne limity na poziomie dwudziestu pięciu części na miliard dla pojedynczych związków. Dodatkowo, w tym samym momencie znika możliwość stosowania szkodliwego bisfenolu A w metalowych puszkach spożywczych. To gigantyczny krok w stronę bezpieczeństwa chemicznego naszej żywności.

Zmiany dotkną nas także podczas wakacyjnych podróżny oraz weekendowych wyjść do restauracji. Branża gastronomiczna i hotelarska musi pożegnać się z plastikowymi saszetkami jednorazowymi. Koniec z plastikowymi miniaturkami ketchupów, majonezów, musztard czy porcjowanego cukru w restauracjach, o ile posiłek spożywamy na miejscu. Gastronomia stacjonarna będzie musiała powrócić do klasycznych, wielorazowych dozowników czy szklanych słoiczków. Z kolei w hotelach od dwa tysiące trzydziestego roku nie uświadczymy już małych, plastikowych buteleczek z kosmetykami. Zastąpią je duże, napełniane wielokrotnie dyspensery przymocowane do ścian łazienek. W tym samym czasie z półek marketów znikną plastikowe, jednorazowe opakowania na świeże owoce i warzywa o wadze poniżej półtora kilograma. Koniec z pojedynczymi bananami czy dwiema cytrynami uwięzionymi w plastikowych klatkach.

Przemysł spożywczy na krawędzi możliwości i bitwa o czysty recyklat

Nigdzie indziej ta rewolucja nie wywołuje tak wielkich emocji, jak właśnie w przemyśle spożywczym. Sektor ten odpowiada przecież za lwią część zużycia tworzyw sztucznych na świecie. PPWR stawia przed producentami żywności zadanie niemal karkołomne.

Od dwa tysiące trzydziestego roku każde plastikowe opakowanie wrażliwe na kontakt, na przykład tacka na wędliny czy kubek na jogurt, będzie musiało zawierać określony ułamek recyklatu pokonsumpcyjnego.

I tu zaczynają się potężne schody. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności niezwykle rygorystycznie podchodzi do kwestii czystości materiałów mających kontakt z jedzeniem. Uzyskanie certyfikowanego, bezpiecznego recyklatu o jakości spożywczej jest obecnie trudne i niezwykle kosztowne. O ile recykling butelek PET jest już dobrze opanowany, o tyle przetworzenie polipropylenu czy polietylenu z odzysku na folię do pakowania sera graniczy dziś z technologicznym cudem. Producenci żywności stoją więc przed dramatycznym wyborem: albo zapłacą krocie za rzadki na rynku, bezpieczny recyklat, albo będą musieli całkowicie przeprojektować swoje linie pakujące, rezygnując z plastiku na rzecz droższego szkła, metalu lub specjalnych powlekanych papierów.

Europerspektywy Wielkie odchudzanie naszych koszyków. Jak unijna rewolucja PPWR ostatecznie odeśle plastik-widmo do lamusa

Dodatkowym wyzwaniem są opakowania wielowarstwowe. Przez lata standardem były folie składające się z kilku różnych polimerów, z których jeden odpowiadał za wytrzymałość, inny za barierowość tlenową, a jeszcze inny za łatwość zgrzewania. Dla recyklera taka folia to materiałowy koszmar, niemożliwy do rozdzielenia. Nowe przepisy wymuszają przejście na opakowania monomateriałowe lub takie kompozyty, w których domieszki innych tworzyw nie przekraczają pięciu procent całkowitej masy. Dla technologii utrwalania żywności to gigantyczny krok wstecz, który zmusza inżynierów do ponownego wymyślenia fizyki pakowania.

Receptura na nowo, czyli cicha rewolucja w przemyśle chemicznym

Mniej widocznym, ale równie potężnym beneficjentem i zarazem ofiarą nowych przepisów jest przemysł chemiczny. Do tej pory chemicy skupiali się na tym, by opakowania na proszki do prania, płyny do naczyń czy nawozy były przede wszystkim niezwykle odporne na agresywną zawartość. Teraz muszą wejść na wyższy poziom ekologicznego wtajemniczenia. Przemysł chemiczny musi dostarczyć rynkowi zupełnie nowych surowców. Mowa tu o innowacyjnych, biodegradowalnych polimerach, bezpiecznych zmywalnych klejach etykietowych oraz farbach drukarskich, które nie będą zanieczyszczać strumienia recyklingowego podczas obróbki mechanicznej. Dotychczas stosowane barwniki i laminaty, ułatwiające sprzedaż produktów chemii gospodarczej, odchodzą w przeszłość, gdyż mogą obniżyć klasę recyklingową całego opakowania z pożądanej klasy A do niedozwolonej klasy D.

Co więcej, producenci chemii przemysłowej borykają się z problemem opakowań transportowych, takich jak plastikowe wiadra, beczki czy kanistry. Te potężne, twarde pojemniki od dwa tysiące trzydziestego roku będą musiały w co najmniej trzydziestu pięciu procentach składać się z recyklatów pokonsumpcyjnych. Wyzwaniem jest tu zachowanie identycznej wytrzymałości mechanicznej przy jednoczesnym wprowadzeniu do struktury polimeru materiału z odzysku. Jedyną taryfą ulgową, na jaką chemicy mogą liczyć, jest wyłączenie z celów reustalizacyjnych i recyklingowych tych pojemników, które służą do transportu towarów niebezpiecznych w rozumieniu przepisów międzynarodowych. Tutaj bezpieczeństwo fizyczne wciąż wygrywa z ekologią.

Od zderzaka po śrubkę, czyli motoryzacja w pętli logistyki zwrotnej

Gdy myślimy o opakowaniach, przed oczami stają nam zazwyczaj butelki po napojach i pudełka po butach. Mało kto zdaje sobie sprawę, że jednym z największych odbiorców opakowań transportowych jest przemysł motoryzacyjny. Codziennie między fabrykami części a montowniami samochodów krążą miliony plastikowych skrzyń, palet, przegródek i folii ochronnych zabezpieczających delikatne reflektory, zderzaki czy precyzyjne komponenty elektroniczne. Dla automotive PPWR to logistyczne trzęsienie ziemi, wymuszające całkowite odejście od jednorazowych zabezpieczeń na rzecz zamkniętych systemów wielokrotnego użytku.

Zgodnie z unijnymi wymogami, od dwa tysiące trzydziestego roku co najmniej czterdzieści procent opakowań transportowych wykorzystywanych do zabezpieczania i stabilizacji produktów wewnątrz Unii będzie musiało funkcjonować w systemach wielokrotnego użytku.

W motoryzacji oznacza to konieczność pełnej automatyzacji procesów zwrotnych i wdrożenia masowego śledzenia opakowań za pomocą kodów QR i systemów RFID. Każda plastikowa skrzynka transportowa, każda przekładka i paleta będzie musiała być rejestrowana i rozliczana pod kątem liczby wykonanych rotacji.

Europerspektywy Wielkie odchudzanie naszych koszyków. Jak unijna rewolucja PPWR ostatecznie odeśle plastik-widmo do lamusa

Branża, która słynie z precyzyjnego planowania dostaw w systemie na czas, musi teraz wpleść w swoje skomplikowane łańcuchy dostaw powrotny transport pustych opakowań, ich czyszczenie, rekondycjonowanie i ponowne przygotowanie do drogi. Wyłączeniu z tych rygorystycznych norm podlegać będą jedynie customizowane opakowania, projektowane pod indywidualne, nietypowe gabaryty wielkich maszyn czy bloków silników, ale cała reszta masowej produkcji musi stać się bezwzględnie cyrkularna.

Projektowanie dla recyklingu i plastik, który rodzi się na nowo

Największa, choć niewidoczna na pierwszy rzut oka rewolucja zachodzi jednak na deskach kreślarskich inżynierów opakowań. Do tej pory projektant opakowania myślał przede wszystkim o tym, by ładnie wyglądało ono na półce i przyciągało wzrok klienta wulgarnym, błyszczącym marketingiem. Od pierwszego stycznia dwa tysiące trzydziestego roku to się skończy. Wszystkie opakowania trafiające na unijny rynek będą musiały być zaprojektowane ściśle z myślą o ich późniejszym recyklingu. Zostanie wprowadzony system klasyfikacji od litery A do E. Opakowania, które otrzymają najgorsze noty, czyli klasy D i E, zostaną całkowicie zakazane i wycofane z obrotu. W dwa tysiące trzydziestym ósmym roku poprzeczka powędruje jeszcze wyżej, a na rynku pozostaną wyłącznie opakowania z najwyższych klas A i B, gwarantujące ponad osiemdziesięcioprocentową zdatność do przetworzenia.

Jednocześnie Unia Europejska zmusza producentów do tego, by realnie zaczęli kupować i stosować plastik pochodzący z recyklingu, czyli tak zwany recyklat pokonsumpcyjny. Od dwa tysiące trzydziestego roku plastikowe butelki na napoje czy inne opakowania wrażliwe na kontakt będą musiały zawierać minimum trzydzieści procent takiego surowca wtórnego. To genialny ruch rynkowy. Dotychczas zbieranie i przetwarzanie plastiku często się nie opłacało, bo pierwotny surowiec z ropy naftowej był po prostu tańszy. Wprowadzenie sztywnych, prawnych limitów sprawia, że popyt na czysty, dobrze posortowany plastik z recyklingu poszybuje w górę, a odpady zyskają realną wartość ekonomiczną.

Polskie podwórko, czyli kaucja w praktyce i wielkie czekanie na reformę

Jak na tym tle wypada Polska? Nasz rynek stoi przed gigantycznym wyzwaniem. W krajowej bazie danych o odpadach zarejestrowanych jest ponad sto trzynaście tysięcy firm wprowadzających produkty w opakowaniach, które muszą z dnia na dzień dostosować się do nowych realiów. Dodatkowo od początku bieżącego roku polscy konsumenci mierzą się z pierwszym pełnym rokiem funkcjonowania powszechnego systemu kaucyjnego.

Od pierwszego stycznia dwa tysiące dwudziestego piątego roku producenci napojów mogą wprowadzać na rynek wyłącznie opakowania posiadające specjalny, graficzny znak kaucji.

Za plastikową butelkę do trzech litrów oraz puszkę metalową do jednego litra płacimy w sklepie dodatkowe pięćdziesiąt groszy, natomiast za szklaną butelkę wielorazową do półtora litra aż złotówkę. Kaucję tę odzyskujemy w gotówce lub w formie bezgotówkowego zwrotu na kartę płatniczą, bez konieczności pokazywania paragonu zakupu.

Europerspektywy Wielkie odchudzanie naszych koszyków. Jak unijna rewolucja PPWR ostatecznie odeśle plastik-widmo do lamusa

Choć system kaucyjny powoli uczy nas nowych nawyków, to budzi też spore kontrowersje. Samorządy alarmują, że odpływ najcenniejszych surowców, takich jak puszki aluminiowe i butelki PET, do automatów sklepowych pozbawi gminy dochodów ze sprzedaży tych frakcji. Może to poskutkować przejściowym wzrostem opłat za wywóz śmieci dla mieszkańców o kilkanaście procent. Co gorsza, system finansowania całej tej ekologicznej machiny wciąż nie jest gotowy. Rządowy projekt nowej ustawy o rozszerzonej odpowiedzialności producenta, znany jako projekt UC100, który miał wprowadzić zasadę, że to producenci pokrywają większość kosztów zbiórki komunalnej, zaliczył spore opóźnienie. Na początku roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało, że projekt ten nie trafi pod obrady Sejmu w pierwszym półroczu dwa tysiące dwudziestego szóstego roku. Oznacza to, że polski biznes zyskał chwilę oddechu, ale i tak nie uniknie nadchodzących kar finansowych za brak dostosowania technicznego opakowań do wymogów PPWR, które mogą sięgać nawet dwóch milionów złotych za wprowadzanie wyrobów niespełniających norm środowiskowych.

Nowy początek w naszych koszach na śmieci

Unijne rozporządzenie PPWR to bez wątpienia najgłębsza i najbardziej wszechstronna reforma rynku opakowań, z jaką kiedykolwiek mieliśmy do czynienia. Choć dla wielu przedsiębiorców oznacza ona gigantyczne koszty dostosowania linii produkcyjnych i zmiany umów z dostawcami, dla nas jako konsumentów jest to bilet do zdrowszego i bardziej uporządkowanego świata. Przestaniemy być zasypywani górami zbędnego plastiku i kartonowego powietrza. Nasza żywność będzie bezpieczniejsza, a odpady, zamiast lądować w lasach czy na wysypiskach, staną się cennym surowcem, który po przetworzeniu wróci do nas w nowej, bezpiecznej formie. Rewolucja właśnie się dokonuje, a jej pierwszym, namacalnym dowodem będą nasze codzienne wybory przy sklepowych półkach.

Udostępnij artykuł:

Artykuły z kategorii

Scroll to Top
Przewiń do góry